Marcin Bartnikowski: „Lalki to analogowy sposób na tworzenie rzeczywistości cyfrowej” | wywiad

02.03.2022

Już w najbliższy piątek, 4 marca, premiera spektaklu dyplomowego studentów Wydziału Lalkarskiego AST pt. „ZONA”. Przy tej okazji porozmawialiśmy z reżyserem przedstawienia, Marcinem Bartnikowskim, na kilka tematów związanych z przygotowaniami do wystawienia jego najnowszego tytułu, który porusza problematykę nowych technologii i miejsca ludzi w cyfrowym świecie.

Kamil Downarowicz: Tytuł „ZONA” kojarzy się mi się przede wszystkim z filmem „Stalker” Andrieja Tarkowskiego. A czym jest „ZONA” Marcina Bartnikowskiego?

Marcin Bartnikowski*:„Zona” to nowa bezpieczna przestrzeń wirtualna. Niekomercyjny metaverse tworzony przez użytkowników. Coś takiego funkcjonuje na małą skalę na przykład w VR Chatach. Tytuł, jako oznaczenie przestrzeni, wymyślił Marcin Bikowski i skojarzenia ze Stalkerem są nieprzypadkowe. Nie bazujemy tu na twórczości Tarkowskiego. Spektakl nie jest nią inspirowany. Ale podobnie jak u tego reżysera mamy rzeczywistość science-fiction i historię opartą na schemacie drogi tam i z powrotem. Podróży do miejsca na granicy marzenia i nauki.

Pamiętasz moment, w którym wpadłeś na pomysł napisania i zrealizowania spektaklu?

Na początku chcieliśmy realizować inny temat, ale był zbyt podobny do tego, nad czym studenci pracowali w drugim spektaklu dyplomowym. Pomysł na spektakl powstał w rozmowach ze studentami. Z pytań, co ich inspiruje i oczym chcieliby opowiadać.

ZONA” to opowieść o młodych ludziach, którzy w rozwoju technologicznym upatrują możliwości samorealizacji, ale i ucieczki do szarego życia. A ty jak osobiście patrzysz na tę kwestię? Technologia to szansa na rozwój ludzkości czy raczej zagrożenie dla niej?

Technologia jest wielką zdobyczą cywilizacyjną i wierzę, że odpowiednio użyta może być niezwykle wartościowym elementem naszego życia. Problemy, zagrożenie są w ludziach, nie w technologii.

W spektaklu jedna z bohaterek stwierdza, że czuje się bardziej związana z komputerem, niż z rodziną. Dostrzegasz, że coraz więcej czasu poświęcamy smartfonom i aplikacjom a mniej bliskim osobom?

Wydaje mi się, że smartfony, komputery, aplikacje to tylko nowa odsłona starego problemu. Kiedyś nie było lepiej. Było inaczej. Każdy przechodzi na pewnym etapie śmierć znanego sobie świata. To jest bolesne i stąd rodzą się sentymentalne wizje o tym, jak kiedyś ludzie byli lepsi, mądrzejsi i więcej czasu spędzali ze sobą.

Jesteś nie tylko reżyserem spektaklu, ale również napisałeś do niego scenariusz, muzykę i opracowałeś koncepcję przestrzeni. Wziąłeś sporo na swoje barki. Jak się odnajdujesz w takim systemie pracy?

Razem z Marcinem Bikowskim jesteśmy wielofunkcyjnym teamem od dawna. Wynika to z tego, że większość naszej pracy artystycznej to tworzenie niezależnego teatru Malabar Hotel. Umiemy rozplanować sobie działania, ale zwykle pracujemy po 12-13 godzin na dobę i wspieramy się we wszystkich działaniach. To wynika z prostej sprawy – braku funduszy w działalności teatralnego Offu. To jest niezwykle trudne. Kiedy gościnnie gramy w teatrach instytucjonalnych to czujemy się jak na wakacjach.

Ile czasu zajęło ci napisanie scenariusza i muzyki do spektaklu? To był rozciągnięty w czasie projekt, czy raczej obie rzeczy powstały dość szybko?

Rzecz była rozciągnięta w czasie. Pracowaliśmy w setach od listopada. Najpierw była struktura tekstu i obmyślenie funkcji postaci, potem opracowanie życiorysów postaci ze studentami, następnie improwizacje, gdzie powstawał materiał dialogowy, a na końcu obróbka, pisanie, przetwarzanie spisanych fragmentów. Muzyka powstawała od listopada. Musiałem mieć dużo więcej materiału, żeby było z czego wybierać. Muzykę robię rzadko i od niedawna. Bardzo mnie to stresuje, ale jest to spełnienie mojego marzenia – łączenie muzyczności mowy z tłem.

ZONA” jest spektaklem dyplomowym studentów Wydziału Lalkarskiego, pojawią się więc w nim lalki. Jaką rolę będą one odgrywały?

Lalki to analogowy sposób na tworzenie rzeczywistości cyfrowej.

Przy tym tytule nie pracujesz z zawodowymi aktorami tylko ze studentami, którzy są dopiero u progu swojej kariery zawodowej. Co cenisz sobie najbardziej w pracy z młodymi ludźmi?

To, że są bezpośredni i mówią czego chcą. Uwielbiam szczerość i otwartość w pracy. To jest grupa ludzi z otwartymi głowami, świetnie się z nimi pracuje. Pracuję ze studentami od kilkunastu lat i bardzo sobie cenię to, czego wielu wykładowców nie lubi – bezczelność, bunt i stawianie wysokich wymagań. To rodzi twórczy ferment.

„ZONA” to kolejny spektakl w AST, w którym twórcy spoglądają w przyszłość i zastanawiają się, jak będzie wyglądał świat i jak będą odnajdywać się w nim ludzie. Jak myślisz, skąd u reżyserów teatralnych pojawia się ta fascynacja przyszłością i technologią? Skąd u ciebie takie zainteresowanie?

To jest nasza codzienność. Pandemia pokazała jak łatwo przechodzimy z realu w rzeczywistość cyfrową. Obecna sytuacja na świecie, mam na myśli wojnę w Ukrainie, pokazuje jak wiele zależy od naszej działalności w online.


*Marin Bartnikowski: aktor i dramaturg. Założyciel teatru Kompania Doomsday oraz Teatr Malabar Hotel w Warszawie (2009). Stworzył ponad 30 ról w teatrach Warszawy, Białegostoku, Gniezna, Kompanii i w Malabarze, brał udział w około 150 festiwalach na trzech kontynentach. Czterokrotny stypendysta MKiDN. Laureat ponad dwudziestu nagród teatralnych w tym za rolę i najlepszy spektakl w Ogólnopolskim Konkursie Na Wystawienie Polskiej Sztuki Współczesnej (spektakl na podstawie autorskiego tekstu „Baldanders”), Nagrody Głównej Festiwalu Złamany Szlaban, kilku wyróżnień ZASP (za role i całokształt twórczości), licznych nagród za reżyserię, Nagrody Rektora Akademii Teatralnej, Nagrody „Przystanek Młodzi” Gazety Wyborczej. Wielbiciel psów. Pasjonat malabarskiej kuchni.

Aktualne stanowisko pracy: profesor nadzwyczajny Białostockiej Filii Akademii Teatralnej im. A. Zelwerowicza w Warszawie, prezes Fundacji Teatr Malabar Hotel.